Trwa ładowanie...

Winnica Ingrid...
piękno zaklęte w smaku i zapachu

od 1-go maja rozpoczynamy sezon 2019
"Przynieś nam tu czarę, chłopcze,
Chcę popijać jednym duszkiem!
Do dziesięciu kubków wody
Pięć zaledwie dolej wina,
Bym w bakchicznym uniesieniu
Mógł zachować jakąś miarę(...) "
(Anakreont fr.)
Dalej - pora już porzucić
Zwyczaj uczt na modłę Scytów
Wśród okrzyków, dzikiej wrzawy:
Gdy sączymy wino z wolna
Piękny hymn niech ktoś zanuci!"
         W 1999r. wspólnie z mężem podjęliśmy decyzję o zakupie starego siedliska we wsi Łaz. Za domem i zabudowaniami gospodarczymi znajdowało się cudnie zarośnięte, południowe zbocze, a dokładnie 0,5 hektara działki rolnej , niestety, z punktu widzenia mieszczuchów całkowicie nieprzydatnej. Mimo podejmowanych wysiłków, przez 10 lat nie wymyśliliśmy nic sensownego, nie pojawił się żaden wyjątkowy pomysł na zagospodarowanie tego terenu. Przez te 10 lat dwa razy w roku kosiliśmy trawę… i to wszystko.
         Aż wreszcie, w 2008 roku nasz syn zapytał, jakie zboże uprawiamy na naszym polu. “Trawę”- padła oczywista odpowiedź i to była prawdziwa iskra, aby nadać naszej wiejskiej egzystencji oczekiwany kształt, zwłaszcza że tuż za płotem nasz sąsiad posadził winorośl  i zaczął nas namawiać do obsadzenia naszego poletka. Wizja pięknie obrośniętej winoroślą łazowskiej górki, wieczory przy własnoręcznie wyprodukowanym winie, okazała się być bardzo realistyczna- szczególnie po wspólnych, sąsiedzkich, wieczornych degustacjach.
         Zakładamy winnicę! Czy wiedzieliśmy, jak się za to zabrać, jakie odmiany wybrać, jak odpowiednio przycinać winorośl? Czy znaliśmy podstawowe wymagania winorośli, czy w końcu… potrafimy zrobić upragnione wino? Absolutnie nie. I to w zasadzie było nasze wielkie szczęście, bo gdybyśmy wiedzieli, ile nie wiemy, nigdy Winnica Ingrid by nie powstała.
         I tak małymi kroczkami, ciągle potykając się o własną niewiedzę, czas, przepisy, finanse, nasz absurdalny pomysł zaczął nabierać właściwego wymiaru i kolorytu.
         Od samego początku zauważyliśmy też dziwną "chorobę", zresztą niezwykle zaraźliwą, na którą zapadali nasi przyjaciele i rodzina, którzy nie ograniczyli się do wizji wspólnego popijania wina, ale z pełnym poświęceniem, własnymi rękoma, wiercili, sadzili, rozrzucali obornik pod krzewy winorośli, przycinali, formowali, a później zbierali winogrona, tłoczyli wino, rozlewali, korkowali i stawiali się na każdy sygnał: “SOS, na winnicy jest praca”. Winiarstwo, bo chyba tak nazywa się ta “choroba” pochłania z każdym rokiem kolejne ofiary, ale jak przyznają sami zainteresowani, wcale nie szukają na TO lekarstwa.
         Dzisiaj śmiało możemy przyznać, że to, co robimy na winnicy jest czymś ekscytującym, oryginalnym, że robimy to dla siebie, dla naszych dzieci, dla rodziny, dla znajomych, dla okolic, dla regionu. Wiemy, ile wymaga to zaangażowania, pracy, wyrzeczeń, poświęcenia. Kiedy jedni jeżdżą na rowerach, my przycinamy winorośl. Kiedy drudzy oglądają telewizję, my podwiązujemy, obcinamy, wiążemy winorośl. Kiedy inni zimą siedzą przy kominku w ciepłym domu, my przeprowadzamy zimowe cięcie winorośli. Czy więc warto? Pewnie tak, bo gdy jedni kupują winogrona w hipermarkecie, my idziemy na winnicę i sięgamy po owoce prosto z krzewów. Kiedy drudzy siedzą na balkonach w upalne popołudnie, my odpoczywamy na tarasie, delektując się schłodzonym winem. Kiedy inni martwią się o emeryturę, my wiemy, że będziemy ją mieli- z pewnością… bardzo wesołą.
         Więc jeśli chcielibyście, Państwo, odetchnąć nieco od codzienności, zwolnić tempo życia przez kilka chwil, a może nauczyć się czegoś ciekawego, czy zrobić coś pożytecznego przy okazji, to serdecznie zapraszamy.

         Dziś, tj. w 2019 roku, Winnica Ingrid jest kuriozalnie jedną ze starszych w regionie lubuskim. Składa się z dwóch części, pierwsza- "stara” - zajmuje 0,5 ha w miejscowości Łaz i” nowa” - położona w obrębie największej winnicy w Polsce na tzw. winnicy samorządowej w Zaborze- 15km od Zielonej Góry. Obie położone są na południowych stokach, które często nazywane są „Lubuską Toskanią”. Ze względu na szczególny, unoszący się zapach rosnącej wśród winorośli lawendy, klimat Winnicy Ingrid często kojarzony jest z atmosferą Toskanii, a romantycznego charakteru dodają róże, których sensualny wymiar nie umyka enoturystom i gościom.
         Region lubuski, w którym już kilkaset lat temu uprawiana była winorośl, cechuje się bardzo dobrymi warunkami klimatycznymi – w szczególności dużą ilością dni słonecznych w ciągu roku, które sprzyjają uprawie winnych krzewów. Jednak sadzonki winorośli dobierane były, nie tylko pod względem rodzaju gleby, na której miały rosnąć, nasłonecznienia, ale również ze względu na walory zapachowe i smakowe, jakie można osiągnąć w produkcie finalnym, czyli butelce wina.
         Na Winnicy Ingrid uprawianych jest 12 tysięcy krzewów winorośli, w tym 6 odmian szlachetnych: Pinot Noir i Pinot Blanc, Muscat, Gewurztraminer, Muller-Thurgau, Zweigelt oraz jedyna hybryda Solaris. Dla możliwie najlepszej identyfikacji, wszystkie wina są certyfikowane, co oznacza możliwość umieszczania oryginalnych nazw szczepów na etykiecie lub kontretykiecie. Pierwszy sukces Winnica Ingrid osiągnęła w 2015 roku, zdobywając złoty medal za Rieslinga i od tamtej pory dokłada wszelkich starań, aby tworzone na niej wina były doceniane nie tylko na konkursach, ale również wśród odbiorców indywidualnych.
         W 2018 roku Winnica Ingrid zdobyła tytuł " Najlepszej Winnicy Województwa Lubuskiego 2018r.” - to, z pewnością, efekt ogromnej pracowitości i wytrwałości, dla których kanwą była wyobraźnia podszyta marzeniami. 

         

Winnica Ingrid...
piękno zaklęte w smaku i zapachu