O nas...

          

Przez 10 lat wraz z mężem byliśmy właścicielami cudnie zarośniętego południowego zbocza,  za domem. Przez 10 lat nie wymyśliliśmy nic sensownego na zagospodarowanie tego terenu. Przez 10 lat dwa razy w roku kosiliśmy trawę i to wszystko. Po 10 latach nasz syn zapytał jakie zboże uprawiamy – trawę, padła odpowiedz. I to było to!  W 2008 roku nadszedł czas na znalezienie przeznaczenia dla naszej górki. Wcale długo to nie trwało, bo naszymi sąsiadami byli winiarze. Wystarczyła jedna degustacja, aby zdecydować: Zakładamy winnicę! W naszym szalonym pomyśle wspierali nas dzielnie nasi przyjaciele, którzy nie tylko ograniczyli się do wizji wspólnego popijania wina, ale z pełnym poświeceniem, własnymi rękoma, wiercili,  sadzili a nawet rozrzucali obornik pod krzaki winorośli. Czy wiedzieliśmy co nas czeka, czy znaliśmy się na uprawie, czy na produkcji wina? Absolutnie nie. Powiem więcej ani ja ani mąż nie byliśmy koneserami wina. Co więc za absurdalny pomysł pchania się w  cały ten bałagan. Chęć robienia czegoś ekscytującego, oryginalnego, ale przede wszystkim coś dla siebie, dla naszych dzieci, dla znajomych i okolicy. Dzisiaj wiemy ile wymaga to wiedzy,  pracy, wyrzeczeń, poświęcenia bo,  kiedy inni jeżdżą na rowerach my przycinamy winorośl, kiedy inni oglądają telewizję my podwiązujemy winorośl, kiedy inni zimą  siedzą przy kominku my przycinamy winorośl,  więc czy warto? Pewnie tak, bo gdy inni kupują winogrona w hipermarkecie my idziemy na winnicę, kiedy inni siedzą na balkonach w upalne popołudnie, my siedzimy na tarasie popijając schłodzone wino i kiedy inni martwią się o emeryturę my wiemy, że będziemy ją mieli przynajmniej wesołą.

          Więc jeśli chcielibyście Państwo odetchnąć nieco od codzienności, zwolnić tempo życia  przez kilka chwil, a może wyżyć się fizycznie z haką i zrobić coś pożytecznego przy okazji to serdecznie zapraszamy.

Stan na rok 2016 to:

2,5 ha uprawianej winorośli

10 szlachetnych odmian

12 tysięcy krzewów